Na przecięciu moich zainteresowań popkulturą i Tajemniczą Rosyjską Duszą mieszka sobie mistrz dedukcji i kamuflażu Erast Pietrowicz Fandorin, produkt wyobraźni Borisa Akunina (czyli Grigorija Czchartiszwilego). Zacznę od wstydliwego wyznania, że nie czytałem wszystkiego – będę wdzięczny PT Komcionautom za ewentualne uzupełnienia.
Jak wielu „dobrych Rosjan”, autor jest tak naprawdę Gruzinem. Od 2014 poza Rosją, reżim zakazał sprzedaży jego książek, a jego samego skazał na gułag. Czyli można go lubić.
Postawa samego Akunina/Czchartiszwili jest antyputinowska, ale książki o Fandorinie pisane są z miłością do Rosji i jej historii. Fandorin jest rosyjskim patriotą, który jednak zazwyczaj źle się czuje w samej Rosji, dużo więc podróżuje, początkowo jako dyplomata, potem prywatny detektyw do wynajęcia. Od czasu do czasu stawia jednak czoła jakimś wrogom Rosji i jeszcze nie zetknąłem się z tomem, w którym stanąłby po ich stronie. Zetknąłem się za to z wieloma, w których wygłasza pouczające monologi, że „ojczyznę kochać trzeba i szanować” (najwyżej czasem wzdychając „mimo wszystko”).
Fandorin należy do mitycznej „Rosji modernizacyjnej”, co często rozgrywane jest jako element komiczny. Erast Pietrowicz jest pionierem telefonizacji, motoryzacji, welocypedyzacji a nawet suszyzacji. W czwartym tomie pojawia się jego wierny służący, były wojownik Jakuzy, Masahiro Shibata – który przyrządza dla niego sushi ze świeżych ryb kupowanych na moskiewskim targu.
Często pojawia się tu pytanie, które zadręcza także i nas: czemu Rosja nie może być po prostu normalnym krajem? Jak to w powieściach sensacyjnych, powodem są Spiski, demaskowane przez Fandorina w kolejnych śledztwach.
Cele mają różne. Czasem jest to Modernizacja Po Trupach – wtedy taki spisek potrzebuje słabej Rosji, żeby rozwiązać ręce Zachodowi. Czasem jest to konserwatywny panslawizm, który z kolei chce potężnej Rosji jednoczącej słowiańskie ziemie od Triestu po Władywostok – w skansenie samodzierżawia. Jedni i drudzy próbują zwerbować Fandorina, ten odrzuca ich umizgi: pierwsi są dla niego wrogami, drudzy przestępcami.
Działając na terenie Rosji, spiski funkcjonują w symbiozie ze światem przestępczym. Ten jest tak bogaty, że pożarł państwo od środka. Moskiewskie gangi wysługują się policją do zwalczania konkurencji, co paraliżuje działania spisków legalistyczno-modernizacyjnych (które Fandorin wspiera, a one jego, ale co oni wszyscy mogą…).
Działalność bohaterów negatywnych sprawiła, że Rosja wpakowała się w niepotrzebną wojnę z Turcją, którą niby wygrała, ale takim kosztem, jakby przegrała. Straci przez nią dekady rozwoju, co z satysfakcją w finale „Gambitu tureckiego” opisuje powieściowy villain, który tę wojnę sprowokował.
Nie wiem, czy Akunin w wywiadach wyjaśnia, na ile pokazane w tle rozważania historiozoficzne traktuje na serio. Jeśli odfiltrować fabularne pomysły, książki o Fandorinie sugerują, że wojna turecka 1877-1878 pogrzebała nadzieje na Rosję modernizacyjną. To drugi tom cyklu, ale wkręcenie Rosji w tę wojnę to uboczny skutek działalności spisku zarysowanego w pierwszym tomie.
Jako rusofob odpowiedzi na pytanie „czemu Rosja nie stała się normalna” szukałbym cofając się do Czyngis-chana. A serio owszem, do Aleksandra, ale poprzedniego: tego co to uznał, że z tym modernizowaniem to bez przesady, Napoleon modernizował i paczpan jak skończył. Nawiasem mówiąc, Fandorin w jednym z tomów walczy ze spiskiem neobonapartystów! A Wy Jak Myślicie?
W wielu tekstach o Tajemniczej Rosyjskiej Duszy pisałem, że ich literatura nadużywa przypadku jako chwytu fabularnego. Typowa Zachodnia powieść „Przez Ciernie Do Opla Astra” opowiada o tym, jak Bohater Dąży Do Celu Pokonując Przeszkody. Typowa rosyjska powieść to „Dzieje Przypadku” – przypadkiem się ożenił, przypadkiem rozwiódł, przypadkiem się rozpił, przypadkiem zamordował, przypadkiem skazali, przypadkiem zwolnili, przypadkiem poszedł na wojnę, przypadkiem przeżył. I tak od Tołstojewskiego po Prilepina.
To blokuje możliwość napisania dobrego rosyjskiego kryminału, bo w powieści sensacyjnej przypadek owszem, może być na samym początku („Jack Reacher wsiadł do byle jakiego autobusu Greyhounda”), ale potem już wszystko powinno być racjonalnym śledztwem. Być może dlatego kryminał może być uznany za Ostateczną Emanację Kultury Zachodu.
Akunin rozwiązuje to w dziwny sposób. Fandorin po prostu ma szczęście, to jego supermoc jak z universum Marvela. To taki Tolstoyevsky-Man. Czasem musi to komuś tłumaczyć, wtedy z przepraszającym uśmiechem mówi, że jego ojciec miał pecha, więc fortuna to teraz wynagradza.
Jako pastisz literatury rosyjskiej to urocze, ale w kryminale trochę tandetne. W późniejszych tomach Akunin przestał tego nadużywać. Czasem tylko mamy scenę, gdy spłukany Fandorin przechodzi obok losów na loterię – i heroicznie odsuwa pokusę, szukając uczciwego zarobku.
W pierwszych jednak zdarza się, że Tolstoyevsky-Man wychodzi cało z opresji dzięki wygranej w rosyjską ruletkę. Zupełnie pierwszy („Azazel”) wydaje mi się wręcz na tyle słaby, że po jego przeczytaniu można nie mieć ochoty na następne. Prywatnie zalecam lekturę od trzeciego („Lewiatan”), w którym Fandorin NARESZCIE rozwiązuje zagadkę zwykłej rabunkowej zbrodni, a nie Globalnego Spisku Chcącego Zmienić Historię (ten motyw też uważam za tandetę). Dopiero w nim Akunin demonstruje mistrzowskie opanowanie kunsztu kryminałopisarskiego.
Jak już parokrotnie o pisałem, ten kunszt widzę w paru kwestiach. Po pierwsze, książka sensacyjna musi mieć strukturę woda-woda-BUM!-woda-woda-BUM!. Nagłe zwroty akcji są niezbędne, ale nie mogą się wydarzać co chwila. Każdy głupi umie wymyślić BUM! („nagle padł strzał!”), popracuj młody pisarzu nad wodą, to po niej poznajemy Mistrza Gatunku.
Po drugie, wymaga przemyślenia kwestii narratora, czyli „who was phone”. Wielka Literatura Dziewiętnastowieczna wytworzyła kanon dwóch podstawowych rodzajów: TPO, wszechwiedzącego w trzeciej osobie i FPP, starego subiekta w pierwszej.
Obie mają wady w kryminale. Wszechwiedzący wie kto zabił. To nienaturalne, że to przed nami ukrywa. Często pisze, o czym kto pomyślał – no to czemu ukrywa najbardziej oczywiste „czy aby mnie nie podejrzewają – zaniepokoił się Wirski”. Nie ma prostego wyjścia, jeśli TPO konsekwentnie będzie ukrywać myśli tylko jednej postaci, czytelnik to zauważy. Słynny zarzut Barańczaka wobec peerelowskich kryminałów, że od razu wiadomo kto zabił, często sprowadzał się do nieporadnego stosowania TPO przez niedoświadczone osoby autorskie.
Z FPP mamy z kolei ten problem, że trudno skonstruować fabularnie kogoś, kto z bliska obserwuje śledztwo, ale nie jest w nie bezpośrednio zaangażowany (więc np. nie zdradzi nam za wcześnie zakończenia). Archetypem FPP jest doktor Watson, ale nie każdy kryminał da się tak opowiedzieć, nie da się też pokazać tego, co najbardziej lubimy w tych książkach, czyli Doznań Ofiary W Tych Ostatnich Sekundach.
Standardowym rozwiązaniem literatury sensacyjnej jest więc TPM-MPV, zręczne przeskakiwanie „kamerą” jak w filmie. Początkujący pisarz się często na tym wywraca. Akunin o tym wie: w jednym odcinku Masa zaczyna się uczyć zachodniej sztuki pisania powieści i odkrywa, że jej najbardziej tajemniczym bohaterem jest właśnie Narrator. Obowiązuje go mnóstwo ograniczeń, na przykład powinien unikać słowa „powiedział” gdy mówi, że ktoś coś powiedział.
Czytałem te rozważania Masy mniej więcej równolegle ze „Schroniskiem, które przestało istnieć” Sławomira Gortycha. Jaka szkoda, że on ich nie czytał! Pierwszy tom jest pełen szkolnej narracji właśnie typu „powiedział złowrogo”, „pomyślał zgryźliwie”, „przedrzeźniał ją ze złością”. Narracją jest MPV tak nieudane, że przy niektórych przeskokach „kamery” wołam „niepotrzebny zoom!”, jak w komedii „Świat Wayne’a”.
Z wodą też jest źle. Narrator pisze „miał dość intryg w pracy”, „jechała krętą i wyboistą drogą”, „wsiadł do samochodu”. Człowieku, opisz te intrygi, te zakręty, te wyboje, ten samochód! I pisz takie dialogi, żeby czytelnik sam się domyślił, że coś było „zgryźliwe”!
Ktoś może powiedzieć (a nawet rzucić zgryźliwie), że przemawia przeze mnie zawiść, bo sam nie umiem napisać bestsellera. Pomyślę złowrogo, że pewnie ma rację, ale i tak wolę czytać autorów spełniających powyższe („skromne przecież, pomyślał”) postulaty. U Akunina woda jest najwyższej jakości – opisy skutej lodem Syberii, odciętej od świata wioski starowierców, luksusowego hotelu w Moskwie, jadalni dla pierwszej klasy na transatlantyku, porzuconej kopalni na Dzikim Zachodzie, obskurnej bałkańskiej karczmy, zaułków Chitrowki…
Jako się rzekło, nie czytałem jednak jeszcze wszystkiego (oraz w ogóle się jeszcze nie wziąłem za spinoffy typu „przygody Masy” czy też „syn Fandorina”). Może gdzieś jednak w końcu dołącza do jakiegoś spisku? Z pewnością wśród PT Komcionautów jest jakiś psychofan, który przeczytał Wszystko?