
Opublikowane 09.12.2021 18:11 przez
Przemysław Michalak
Legia Warszawa w Ekstraklasie przeżywa największy kryzys od kilku dekad, ale nadal może napisać fajną historię w grupie Ligi Europy. Jeżeli pokona dziś Spartaka Moskwa, będzie na wiosnę w 1/16 finału tych rozgrywek. Zadanie trudne, patrząc na sytuację w lidze wydające się wręcz niewykonalne, ale mimo wszystko to goście mają więcej do stracenia. Śledźcie ten mecz z nami, będzie ciekawie. Oby tylko w dobrą stronę!
18:18
Pamiętajcie!
Po meczu Legii zapraszamy na #HejtPark! Czy teraz będą mogli skupić się na lidze? 🙄 A może uda się zdobyć 3 punkty i zapewnić awans? ⚽
Za jedzenie do meczu rozliczycie się ze znajomymi przy pomocy naszego partnera @BLIKmobile, dzięki przelewom na telefon BLIK! 💸#reklama pic.twitter.com/91KAY4ZWYl
— Kanał Sportowy (@Sportowy_Kanal) December 9, 2021
18:17
W październiku i listopadzie Mahir Emreli strzelił tylko jednego gola dla Legii Warszawa. Według współczynnika goli oczekiwanych – tych goli powinno być zdecydowanie więcej.
Tutaj nie ma co się bawić w okrągłe słówka – Emreli zaliczył zajebiste wejście do Legii. Gdy ktoś mówił nam, że ten facet odejdzie z Legii z niezłą przebitką finansową, to nie łapaliśmy się za głowę, tylko tą głową potakiwaliśmy. Dwa gole z Bodo/Glimt, asysta w rewanżu. Gol w Pradze, dwa gole w rewanżu ze Slavią. Bramka w Superpucharze Polski. Do tego dorzucony gol po wejściu z ławki w Pucharze Polski z Wigrami. Jedyne (i zarazem zwycięskie) trafienie z Leicester.
Azer był miłą odmianą od Pekharta, który też strzelał na potęgę, ale wydawał się do bólu jednowymiarowy. Emreli? Tu gol głową, tam z dystansu, zaraz jakaś kiwka, ruch na wolne pole, gaz, dynamika. Tutaj wszystko się zgadzało. Mogliśmy odnieść podobne wrażenie, jak kilka sezonów wcześniej przy Nikoliciu. Albo jeszcze wcześniej przy Rudnevsie w Lechu. Wrażenie takie, że ci goście za późno trafili do Ekstraklasy, a nawet jeśli tu będą błyszczeć, to Polska jest tylko pomostem do lepszego piłkarsko świata.
Problem jednak polega na tym, że pięknie to już było. I tylko do końca września. W październiku i listopadzie Emreli wygląda bowiem jak cień napastnika. Od początku października Azer rozegrał w Legii trzynaście meczów i strzelił w nich tylko jednego gola – i to takiego, który nic nie ważył, bo padł w i tak przegranym starciu z Napoli. Ktoś mógłby jednak powiedzieć – Emreli nie strzela, bo Legia gra słabo i biedaczek nie ma sytuacji.
Cóż, sprawdziliśmy. I to nie jest prawda.
18:15
Nawiązujemy także do triumfu w Moskwie z 2011 roku, gdy bohaterem został Janusz Gol.
Nie ma sensu naciągać rzeczywistości. To nie tak, że nowi inwestorzy siedzieli w loży VIP na moskiewskich Łużnikach, oczekując wyłącznie na rezultat rewanżowego spotkania IV rundy eliminacji Ligi Europy. Pomiędzy zwycięstwem Macieja Skorży w stolicy Rosji a początkiem realnych zmian przy Łazienkowskiej było kilkanaście miesięcy przerwy. Legia awansowała do fazy grupowej europejskich pucharów ogrywając Spartaka 25 sierpnia 2011 roku. Bogusław Leśnodorski został prezesem Legii dopiero w grudniu 2012 roku, do przejęcia klubu z rąk koncernu ITI doszło jeszcze dwa lata późnej, gdy Leśnodorski, Wandzel oraz Mioduski ostatecznie zakończyli 10-letni romans firmy ze stołecznym klubem.
Natomiast trudno nie dostrzegać tutaj wagi całego sezonu 2011/12. Jasne, pewnie ważniejszym i bardziej istotnym elementem było oddanie stadionu, które stanowiło prawdziwy skok w XXI wiek, nieco spóźniony, jak na klub o takich ambicjach. Natomiast nowy stadion przy Łazienkowskiej trzeba było zapełnić – po pierwsze kibicami, którzy przecież nie zawsze mieli po drodze z właścicielem, po drugie zaś – piłkarzami, którzy tym razem daliby fanatykom chociaż namiastkę radości. Paweł Zarzeczny pisał zresztą tuż po zatrudnieniu Leśnodorskiego, jako trzeciego prezesa w 2012 roku, że na razie najszybciej idzie zapełnianie gabinetów prezesami.
Ale, ale: sezon 2011/12 był niejako sezonem przywracającym nadzieję, że na Legii da się coś ciekawego zbudować. Jeśli weźmiemy pod uwagę całą erę ITI do tego momentu – to było siedem lat chudych. Potężne środki. Ogromne nadzieje. Wielkie zapowiedzi. Buńczuczne kampanie medialne z pamiętną „truskawkową” na czele. A w gablotach? Jedno mistrzostwo. dwa Puchary Polski. W Europie bieda, najdalej Legia dobijała do III rundy eliminacyjnej. Sezon przed Spartakiem trzecie miejsce w lidze, jeszcze rok wstecz – czwarte. Do tego cały czas te trudne dni z kibicami. Jak nie bojkot, to afera o logo, jak nie afera o logo, to potężne dymy, czy to u siebie, czy na wyjeździe. Momentami naprawdę istniała groźba, że nowiusieńki wypasiony stadion będzie albo świecił pustkami, albo zapełniał się ludźmi zainteresowanymi przede wszystkim jak najbardziej kreatywnym dokuczaniem właścicielowi klubu.
Oczywiście, tu nic nie działo się z dnia na dzień. Sam fakt, że legioniści z Żylety w dwumeczu ze Spartakiem byli prawdziwym dwunastym zawodnikiem świadczy o tym, że pewne procesy zaczęły się już wcześniej. Ale jednak – to właśnie tamtego wieczoru na Łużnikach fanatycy dostali coś, czego nie mieli od dawna. Gwarancję sześciu meczów z rywalami o określonej europejskiej marce. Gwarancję wielkich emocji, których nieco brakowało w sezonach, gdy Legia oglądała w lidze plecy rywali, a w pucharach odpadała w przedbiegach.
18:13
Przed meczem wrzuciliśmy trzy teksty w jego kontekście. W zapowiedzi piszemy, że to mimo wszystko mecz o wszystko.
A jednak można byłoby czuć rozczarowania, gdyby przygoda Legii skończyłaby się na fazie grupowej Ligi Europy. Przecież po dwóch pierwszych grupowych meczach mistrz Polski miał na koncie sześć punktów i statystyczni maniacy obliczali, że wiosną, na prawie 90%, faza pucharowa Ligi Europy albo chociaż Ligi Konferencji zawita na Łazienkowską. Teraz – co chyba jasne – to prawdopodobieństwo jest znacznie mniejsze.
Jeżeli Legia wygra ze Spartakiem w ostatnim grupowym meczu, zajmie drugie miejsce w grupie i zagra w 1/16 fazy pucharowej Ligi Europy. Jeżeli jednak Legia zremisuje lub przegra z moskiewskim zespołem, zajmie ostatnie miejsce w grupie i zakończy swój udział w europejskich pucharach. Prosta piłka, prosta gra. Znów: mecz o wszystko, mimo wszystko. To też nie jest tak, że mamy jakieś wielkie wymagania, że będziemy pompować balonik, bo jaki koń jest, każdy widzi, ale tak patrzymy sobie na potencjalnych rywali Legii w tej upragnionej (i wcale nie niezasłużonej) 1/16 Ligi Europy i naprawdę czekałoby na nas trochę radości w tym naszym smutnym świecie polskiego futbolu – Lipsk, Porto, Borussia Dortmund, Barcelona, Villarreal albo Atalanta, Sevilla, Zenit. Ba, nawet trafienie na takiego Sheriffa, choć medialnie mniej atrakcyjne, nie brzmiałoby najgorzej, bo Legia – niezależnie od własnej dyspozycji – wcale nie stałaby w tym dwumeczu na straconej pozycji.
18:10
Zaczynamy, a jakże od składów. Wyjściowe zestawienie Legii na papierze wygląda sensownie.
Legia: Boruc – Johansson, Wieteska, Nawrocki, Ribeiro – Martins, Slisz – Kastrati, Josue, Luquinhas – Emreli.
Spartak: Sielichow – Caufriez, Gigot, Dżykija, Ayrton – Moses, Zobnin, Umiarow, Promes, Bakajew – Ignatow.
Fot. FotoPyK







